///
5 minut czytania

Tarnów: licealiści biorą sprawy w swoje ręce. Chcą ożywić miasto i mówią, że wiedzą jak to zrobić

Po spektakularnym sukcesie akcji, która polegała na wspólnym tańczeniu przed Ratuszem, spotykamy się z aktywistami z III Liceum Ogólnokształcącego w Tarnowie. Grupa „Ożywmy nasze miasto” to siedmioro uśmiechniętych, młodych ludzi, którym pomysłów nie brakuje. Spotykamy się o ósmej, w szkolnej sali z piątką z nich: Oliwią, Olą, Martyną, Szymonem i Karolem.

Myślicie, że uda Wam się ożywić miasto?

Każde z nas ma ochotę działać. Szukaliśmy obszaru, w którym realnie możemy coś zmienić. Braliśmy pod uwagę agresję, niemarnowanie ubrań itd. ale w pewnym momencie dotarło do nas, że problemu nie trzeba szukać, bo on jest wokół nas. Zaczynamy go nie zauważyć, bo tak bardzo do tego przywykliśmy.

Jaki to problem?

Wymieranie kulturalno-społecznego życia w Tarnowie.

Wina leży po stronie rządzącego miastem prezydenta, czy to ludziom się nie chce wyjść z domu?

W naszej ocenie wina leży gdzieś po środku. Bo z jednej strony brakuje organizacji skupiających młodzież, z drugiej nie widzimy inicjatywy młodych.

Spotykam się z twierdzeniami, że oferta jest, ale ludzie z niej nie korzystają…

Owszem, wydarzenia są, ale raczej słabo wypromowane lub niekoniecznie dostosowane do naszych potrzeb. Wydaje się spore pieniądze z budżetu miasta, a finalnie korzysta z tego ok 20 osób. Uważamy, że miasto nie zna swoich obywateli, nie wie czego oczekujemy dlatego frekwencja jest taka marna.

Co powinno Waszym zdaniem zrobić miasto?

Niech postawią się w sytuacji młodych. Spojrzą z naszej perspektywy, wysłuchają pomysłów. Żeby poznać potrzeby mieszkańców, trzeba to zrobić porządnie, a nie po omacku. Możliwości są: ankiety, fora, debata…

Przydałyby się jakieś projekty, które dałyby nam możliwości do działania. Bo nam się chce, ale to wcale nie jest takie proste. Zrobienie akcji, które przyciągałoby tłumy to nie lada przedsięwzięcie i wsparcie miasta jest jak najbardziej potrzebne.

„Belgijka” to Wasz debiut?

Nie. Odwiedziliśmy niedawno DPS na ulicy Szpitalnej, gdzie z mieszkańcami śpiewaliśmy kolędy a później pograliśmy w bingo. Wspólny taniec w Rynku to działanie skoncentrowane na aktywizacje młodych.

Kilkaset osób w jednym miejscu, w jaki sposób skomunikowaliście się z taką ilością uczniów?

Dla naszego pokolenia, naturalną formą kontaktu są media społecznościowe. Gdy rano zobaczyliśmy pogodę, przyszła mała załamka i wątpliwości. Tłum, który zastaliśmy w Rynku, ewidentnie dobrze nas nakręcił.

No właśnie, nie przyjeżdża super gwiazda, a jednak pomimo złej pogody pod Ratuszem stawia się kilkaset uśmiechniętych osób…

My nie potrzebujemy super gwiazdy, a raczej pomysłu na integrację. Chcemy jako młodzież czuć się wspólnotą. Poczucie jedności sprzyja miastom, które jeśli ma się rozwijać, to poczucie jest niezbędne. Ostro dała nam popalić pandemia. Odizolowanie w tym wieku to straszna sprawa, pomimo osądu niektórych, że nam wystarczy monitor komputera. Jesteśmy spragnieni kontaktu z rówieśnikami.

Na Waszym profilu zobaczyłem ankietę, w której pytaliście przechodniów czy miasto wymiera. Wymiera?

Niestety, uważamy, że Tarnów ma taką tendencję. Ludzie młodzi uciekają. Sondę przeprowadziliśmy, żeby być profesjonalni w naszej misji. Utwierdzić się lub wybić z przekonania, że tak jest. Bez zawahania ludzie mówili nam, że Tarnów nie jest już taki jak kiedyś, że umiera a życie społeczne nie istnieje. Poruszyło nas to i jeszcze bardziej zmotywowało do działania.

Jak widzicie siebie za kilka lat, chcielibyście tu zostać?

Studia chętnie w innym mieście, to naturalne, że chcemy poszerzyć perspektywy. Ale czujemy się związani z tym miejscem i chcielibyśmy mieć do czego wracać. To, że ludzie migrują, jest normalne. Naszym marzeniem jest, żeby było to spowodowane wolnym wyborem, a nie przymusem.

Zdradzicie, czy planujecie kolejne akcje?

Mamy pewną dużą wizję, ale tego jeszcze nie chcemy zdradzić. Chętnie opowiemy o najbliższej akcji. Chcemy aktywować dzieci, dla których zorganizujemy zajęcia z pieczenia i zdobienia pierników. Fajnie byłoby zaprosić do tego dzieci ze świetlic, czy takie, które niekoniecznie stać na zajęcia pozalekcyjne.

Czyli nie tylko kultura?

Oczywiście. Aktywizacja ma wiele oblicz. My mamy różne wizje jako grupa i wspieramy się nawzajem. Stawiamy na ogólny rozwój.

Stawiacie na inicjatywy oddolne.

Tak. Zdecydowanie największą siłą napędową są ludzie z pomysłem. Dobrze byłoby, żeby miasto w tym nie przeszkadzało, a wręcz ułatwiało działanie. My jesteśmy licealistami. Działania kosztują, potrzebujemy zasobów. Stąd wizje stworzenia programów dla młodych, które mogłyby napędzać nasze działania. Planujemy serię warsztatów w szkołach. Tu jest łatwiej, bo organem decyzyjnym jest dyrekcja, która daje nam przestrzeń a to już wiele.

I tu wróćmy do „belgijki”: żeby coś takiego zorganizować potrzebnych jest szereg zgód. Czy były jakieś przeszkody?

Nie. Wszystko poszło gładko. Zgody to jedno, a finanse to drugie. Nawet taka „belgijka” wymaga nakładów.

fot. Artur Gawle

Zachęcacie innych do działania?

Dokładnie tak! Nasz flash mob był takim trochę motywatorem, że naprawdę się da. Trzeba trochę odwagi i determinacji, ale można.

Umówmy się, że jesteście urzędnikami decydującymi. Jakie macie propozycje na integrowanie?

Ledwie skończył się mundial w Katarze, światowe wydarzenie. Powinna być zorganizowana miejska strefa kibica. To sposób na integrację międzypokoleniową. Świetnie sprawdzają się noce filmowe. Akcje skoncentrowane na różne grupy społeczne, ale tu też trzeba poznać ich potrzeby, my możemy mówić – póki co – głosem młodych. Naszym zdaniem młodzież jest siłą napędową każdego miasta, ale mamy świadomość, że grupy są różne, więc jako urzędnicy, zaczęlibyśmy od badania potrzeb mieszkańców.

Pusta ulica Wałowa. Jak Wy ją widzicie, czy można ja zapełnić?

Oferta musi być, ale niekoniecznie komercyjna. Ludzie nie mają obecnie zbyt dużo pieniędzy, tym bardziej młodzi. Centra rozrywkowe, choćby kręgielnia, bilard. Miejsca gdzie można się spotkać za dnia, po szkole, za symboliczną opłatą.

Ożywianie miasta to działania tylko na starówce?

Nie. Chcielibyśmy, żeby oferta i możliwość działania dotyczyła także osiedlowych świetlic czy nowo powstałego obiektu przy ulicy Westerplatte. W naszym mniemaniu miasto to przede wszystkim ludzie i trzeba dać im możliwości do działania.

Dopłyńmy do brzegu. Chce się młodym ludziom czy nie?

Chce się, ale nie wiedzą jak.

Artur Gawle

Artur Gawle - fotoreporter. Odpowiedzialny za galerie i pojedyncze zdjęcia w całej grupie Ilustrowanego Kuriera Codziennego.

Poprzedni wpis

Tarnowskie „Żyrafy” wciąż na fali! Kolejny raz w drużynie kolejki

Następny wpis

Zwycięstwo było o krok. Tarnowskie „Żyrafy” wróciły z jednym punktem

Ostatnio dodany przez Blog

Send this to a friend