Ze Starej Szafy. ”Nasza” Krysia zasługuje na ulicę? Bielawski opowiada, Szych spisuje

5 czytania

– Spotkałem się z opinią, że Krystyna Skarbek, pobierająca nauki w klasztorze Sióstr Sercanek, w tym także te dotyczące dobrych manier, zasługuje przynajmniej na ulicę jej imienia w Zbylitowskiej Górze…

– Rzeczywiście, przez kilka lat, na życzenie ojca, zubożałego arystokraty, przebywała w tutejszym klasztorze, odbierając staranne wykształcenie wśród panien o znanych, arystokratycznych nazwiskach. Jej temperament zapewne spowodował, że szkoły nie ukończyła…

– Za to zapisała się złotymi zgłoskami w historii II wojny światowej. Dziewczyna, która część swoich panieńskich lat spędziła tu właśnie…

– Owszem. Była wybitną agentką brytyjskiego wywiadu. Dokonywała ze swoimi wspólnikami wyczynów nieprawdopodobnych, grając Niemcom na nosie. Sobie znanymi metodami potrafiła „wykradać” z internowania na Węgrzech polskich żołnierzy, i przemycać ich do Francji.

– No widzisz. Te jej zasługi oraz to, że otarła się o nasze strony, zasługują chyba, by ją odpowiednio uhonorować?

– Słyszałem o projekcie, by uczcić jej pamięć wmurowaniem tablicy pamiątkowej w murze klasztoru Sióstr Sercanek. Uważam jednak, że siostry nie zgodziłyby się na taki ruch.

-Dlaczego?

– Krystyna Skarbek w szkole przyklasztornej zachowywała się przyzwoicie, jak na taką placówkę przystało. Ale potem nie miała już dobrej prasy. Była wybitną agentką, docenioną przez rządy Francji i Anglii i odznaczoną przez oba te państwa medalami za zasługi wojenne. Nazywano ją ulubioną agentką Churchilla. Ale w czasie wojny zachowywała się w sposób frywolny. Miała wielu kochanków, mawiano, że bawi się mężczyznami. Pewnie nie przystoi by osobie o takiej reputacji wmurowywać w klasztorne mury tablicy ją upamiętniającej…

– No dobrze, ale ulica jej imienia? Przecież była, mimo tych wad, osobą wielce zasłużoną. Nawiasem mówiąc Max Hastrings, brytyjski dziennikarz i historyk w swej 900 stronicowej książce pt. ”Tajna wojna 1939-1945. Szpiedzy, szyfry i partyzanci” nie znalazł ani jednego zdania, by o Krystynie Skarbek wspomnieć, co jest wielkim skandalem przecież…

– To typowe dla Anglików, którzy widzą tylko czubek własnego nosa. Warto pamiętać, jak potraktowali naszych generałów, którzy po wojnie musieli pracować jako barmani albo magazynierzy

– Może więc jednak uliczka by się dla niej znalazła?

– Ten akurat pomysł akceptuję. Tym bardziej, że Krystyna Skarbek jest postacią zapomnianą, także w Polsce. Może warto by tym projektem zajęło się Towarzystwo Przyjaciół Mościc.

– Od wielu już miesięcy usiłuję wydobyć od Wydawnictwa Literackiego kontakt z autorem, by zapytać go, dlaczego on, taki znawca tematu, nie wspomniał o Skarbek ani słowem. Zbywają mnie albo w ogóle nie odpowiadają.

– Bo jakieś dziwne nastały czasy, gdzie nie odpowiadanie na listy należy do normalności, choć jest przecież chamstwem. Kiedy opublikowałem książkę o dziejach klasztoru, wysłałem egzemplarz z dedykacją do Przełożonej Generalnej zakonu. Liczyłem przynajmniej na potwierdzenie odbioru przesyłki. Wysłałem ją pod koniec lata minionego roku, a odpowiedzi nie doczekałem do dziś…

– Będę mimo wszystko kibicował Twoim staraniom o upamiętnienie, choćby ulicą lub skwerem w Zbylitowskiej Górze Krystyny Skarbek. Miała tu przecież swój ważny epizod w życiu, swoje pięć minut które zapewne jakoś ukształtowało jej osobowość, niezależnie od tego, jak się później zachowywała jako szpieg.

– Racja .Tym bardziej, że ze szpiegami tak już jest. Korzystają ze wszystkich możliwości by wykonać zadanie. A Skarbkówna powinna być „odkurzona”, to prawda.

 

dodaj komentarz

Your email address will not be published.