Robert Wardzała, poseł KO z Tarnowa, który zatrzymany na rowerze nie dał się zbadać alkomatem, przeprosił. Zapowiedział też, że zrzeknie się immunitetu i zapłaci mandat. Po raz pierwszy jego nazwisko oficjalnie padło z ust przedstawicielki klubu Koalicji Obywatelskiej – podaje portal gazeta.pl.
Przypomnijmy. W poniedziałek, 12 października, około godz. 21 patrol drogówki zatrzymał na ul. Elektrycznej w Tarnowie rowerzystę, który jechał po zmroku bez świateł. Policjanci wyczuli od niego woń alkoholu. Do badania alkomatem jednak nie doszło. Mężczyzna pokazał legitymację poselską i oświadczył, że „skorzysta z procedury przysługującej parlamentarzyście”. Funkcjonariusze odstąpili od czynności i udokumentowali zdarzenie.
Policja tożsamości posła nie zdradziła. Jako pierwszy o sprawie napisał tygodnik TEMI, a Radio Kraków ustaliło, że chodzi o Roberta Wardzałę. Od tamtej pory media pisały o nim wprost, a sam poseł milczał.
Teraz odezwała się partia. Według gazeta.pl Wardzała przedstawił swoje stanowisko kierownictwu ugrupowania.
– Złożył oświadczenie, przeprosił. Przekazał rzecznikowi dyscyplinarnemu partii, że zrzeknie się immunitetu i opłaci otrzymany mandat – powiedziała portalowi Dorota Łoboda, rzeczniczka klubu KO.
Publicznie sam zainteresowany wciąż się nie wypowiedział. Gazeta.pl nie zdołała się z nim skontaktować i wysłała mu pytania mailem.
Robert Wardzała jest posłem VII i obecnej kadencji Sejmu. Syn utytułowanego żużlowca Mariana Wardzały, sam też był żużlowcem. W latach 1993–2007 (z roczną przerwą) jeździł w Unii Tarnów, potem przez rok w Polonii Bydgoszcz. Z tarnowską drużyną zdobył dwa złote medale drużynowych mistrzostw Polski, w 2004 i 2005 r.
Mandat za brak świateł poseł więc zapłaci. Ile wtedy wypił, już się raczej nie dowiemy. Alkomatu po dziewięciu dniach nikt nie użyje…

