Ekstraklasa piłkarska. Cudu nie było – „Słonie” dostały łomot w Poznaniu

Tarnów wiadomości
Dodany przez
5 Min. Czytania
Fot. ilustracyjne Bruk-Bet Termalica

Lech Poznań – Bruk-Bet Termalica Nieciecza 4:1 (3:0).

Bramki: 1:0 Leo Bengtsson (33-wolny), 2:0 Leo Bengtsson (36), 3:0 Ali Gholizadeh (38), 3:1 Gabriel Isik (65), 4:1 Taofeek Ismaheel (87).

Żółta kartka – Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Krzysztof Kubica, Miłosz Matysik, Artem Putiwcew, Lucas Masoero. Czerwona kartka za drugą żółtą – Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Krzysztof Kubica (79).

Sędzia: Patryk Gryckiewicz (Toruń). Widzów: 36 239.

Lech Poznań: Bartosz Mrozek – Joel Pereira, Wojciech Mońka, Mateusz Skrzypczak, Michał Gurgul – Ali Gholizadeh (78. Taofeek Ismaheel), Antoni Kozubal, Patrik Walemark (60. Luis Palma), Pablo Rodriguez (60. Gisli Thordarson), Leo Bengtsson (84. Sammy Dudek) – Mikael Ishak (84. Yannick Agnero).

Bruk-Bet Termalica Nieciecza: Adrian Chovan – Dominik Biniek (53. Morgan Fassbender), Gabriel Isik, Miłosz Matysik, Artem Putiwcew, Damian Hilbrycht (90. Wojciech Jakubik) – Sergio Guerrero (53. Lucas Masoero), Maciej Ambrosiewicz, Krzysztof Kubica – Jesus Jimenez (82. Igor Strzałek), Ivan Durdov (53. Kamil Zapolnik).

Mistrzowie Polski pewnie pokonali Bruk-Bet Termalicę i po raz pierwszy w tym sezonie zostali liderem ekstraklasy. Sytuacja beniaminka z Niecieczy po trzeciej porażce z rzędu staje się coraz trudniejsza.

Imponującą wygraną „Kolejorza” obserwowało z trybun 36 239 widzów. Tak wysoka frekwencja to efekt tradycyjnej już akcji poznańskiego klubu „Kibicuj z klasą”, która odbywa się raz w trakcie rundy. Zorganizowane grupy z opiekunem mogły wejść na stadion za darmo, a takich kibiców, nie tylko z Wielkopolski, pojawiło się kilkanaście tysięcy.

Lech był zdecydowanym faworytem i od pierwszego gwizdka sędziego Patryka Gryckiewicza ruszył do ataków, ale to goście szybko mogli objąć prowadzenie. Po podaniu Damiana Hilbrychta w pole karne z piłką minął się Ivan Durdov. Stojący obok Jesus Jimenez zdążył dostawić tylko nogę, lecz piłka minęła słupek.

„Kolejorz” szybko przejął inicjatywę i kilka minut późnej Patrik Walemark trafił do siatki. Arbiter uznał jednak, że szwedzki pomocnik faulował bramkarza rywali Adriana Chovana. Akcje gospodarzy nabierały tempa, a defensywa Bruk-Betu, łącznie z bramkarzem, miała sporo pracy. Bliski otwarcia wyniku był Mikael Ishak, ale trafił w słupek, z kolei dobitkę Leo Bengtssona szczęśliwie obronił Chovan. Golkiper „Słoni” popisał się kolejną świetną interwencją po strzale z dystansu Michała Gurgula.

Chovan w końcu skapitulował po strzale z rzutu wolnego w wykonaniu Bengtssona. Piłka odbiła się od poprzeczki i wyraźnie spadła za linię bramkową. W kolejnej akcji Ishak główkował z ostrego kąta, ale Chovan zdołał obronić nogami. Piłka trafiła do Bengtssona, który miał niemal pustą bramkę i okazji nie zmarnował.

Niecieczanie nie zdążyli ochłonąć po tych dwóch szybkich ciosach, a po chwili było już 3:0. Efektownym rajdem popisał się Ali Gholizadeh, który w sytuacji sam na sam minął Chovana, potem, mając pustą bramkę, zwiódł obrońcę i spokojnie trafił do siatki. Jeszcze przed przerwą Bengtsson miał szansę „ustrzelić” hat-tricka, ale w finalizacji akcji przeszkodził mu… Ishak.

Na początku drugiej odsłony Bruk-Bet mógł zdobyć kontaktowego gola – Mateusz Skrzypczak bardzo mocno podawał do Bartosza Mrozka i przelobował go. Na szczęście dla Poznaniaków piłka minęła bramkę. Lech nadal miał jednak przewagę, dyktował warunki gry i szukał kolejnych goli. Czasami zbyt egoistycznie zachowywał się Walemark, który też zmarnował wręcz wyborną sytuację, nie trafiając z kilku metrów do pustej bramki. Lechitom często brakowało dokładności w polu karnym przeciwnika.

Wydawało się, że gospodarze mają pełną kontrolę nad spotkaniem, ale też w ich poczynania wkradła się nonszalancja w obronie. W 65. minucie Gabriel Isik miał sporo swobody, wbiegł w pole karne i nie dał szans Mrozkowi. Goście odzyskali wigor i wiarę w możliwość sprawienia niespodzianki na Bułgarskiej. Najpierw Krzysztof Kubica z dystansu trafił w poprzeczkę, a dobitkę głową Morgana Fassbendera z najwyższym trudem obronił golkiper „Kolejorza”. Po chwili piłka ugrzęzła w siatce gospodarzy po uderzeniu Macieja Ambrosiewicza, ale arbiter uznał, że jeden z piłkarzy Lecha w tej akcji był faulowany.

Zryw Termaliki nie trwał zbyt długo, bowiem Lech szybko uporządkował grę, a na 11 minut przed końcem meczu Krzysztof Kubica po raz drugi został ukarany żółtą kartką. Kocówka nie była już zbyt emocjonująca, ale Lech zdążył jeszcze podwyższyć wynik – rezerwowy Taofeek Ismaheel z ok. 25 metrów zaskoczył bramkarza rywali.

Marcin Pawlicki (PAP)