Ze Starej Szafy. Szych spisuje, Bielawski opowiada

Tarnów wiadomości
Dodany przez
3 Min. Czytania

– Dziś jest tak, że taksówkę zamawia się. Na telefon. Ot, wykręca się numer i taksówka jest. Po kilku minutach, a wtedy?

– Taksówek jak na lekarstwo. Taksówkę „łapało się”, stojąc przy drodze. I jak się taksówkarzowi spodobało to się zatrzymał. Albo nie. To była deficytowa usługa, taksówek notoryczne brakowało. Można było ewentualnie dopchać się do taksi na postoju. W Tarnowie były dwa: przy dworcu PKP i i na placu Kazimierza W., który po jakiejś prasowe j interwencji i kilku naradach w Komitecie Wojewódzkim PZPR nazwano jak należy: Placem Kazimierza Wielkiego. Tego króla, a nie jakiegoś W. , bo to brzmiało głupio.

– Wsiadałeś tam, na takim postoju, i jechałeś?

– Niezupełnie. Najpierw trzeba było odstać w kolejce jakieś pół godziny. Potem trzeba było liczyć na dobry (albo zły) humor taksówkarza. Mnie się przytrafiło kiedyś wsiąść do taksówkarza ze złym humorem. ”Tam nie jadę” – oznajmił mi, kiedy poprosiłem o kurs do Mościc. ”Czemuż to tak?”- byłem zainteresowany. „Bo tam jeżdżą autobusy, wsiądzie pan do „dziewiątki” i dojedzie pan. To jest taksówka, nie autobus. Wysiadłem. Innym razem, będąc pierwszym w kolejce, usiłowałem pojechać niezbyt daleko od dworcowego postoju. Taksówkarz odmówił. ”Nie opłaca mi się”- powiedział. Okazało się, że będzie miał kurs do Żabna. I to za dolary, bo wracali ”chłopaki z Żabna” ja mawiano o krezusach, napakowanych dolarami, wracających właśnie z Ameryki. I tym razem musiałem wysiąść.

– Zamawianie kursu na telefon musiało być przyjemniejsze?

– Niekoniecznie. Przede wszystkim trzeba było mieć telefon. A na to cudo techniki oczekiwało się czasem nawet kilkanaście lat. Na przydział, bo telefonu nie kupowało się, jak dzisiaj, lecz oczekiwało na przydział. Podanie do urzędu z pismami uzasadniającymi.  Mile widziane było poparcie starań jakąś „kopertówką” – im grubsza ta koperta, tym większa pewność, że przydział na telefon otrzyma się już po roku. Taksówkarstwo i telefonizacja – to wyznaczało ówczesne standardy życia codziennego. I żaden Komitet Obrony Demokracji, którego zresztą nie było, nie był w stanie tego zmienić. Bo gdyby był, to by go ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej) bardzo szybko zmieniło…

Brak komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *