Zagadka uszkodzonego porzuconego auta, które leżało w rowie przy ul. Niedomickiej w Tarnowie w noworoczny poranek rozwiązana. Ustalono, kim był kierujący pojazdem i dlaczego nie poczekał na przyjazd policji. Nie był to jednak właściciel pojazdu, który w tym czasie spał w domowych pieleszach. Ale po kolei.
Do zdarzenia doszło w sylwestrową noc. Około godziny 3. nad ranem przejeżdżający polami klikowskimi zauważyli leżący w rowie pojazd. Ku zdziwieniu śpieszących na pomoc oraz przybyłych na miejsce służb ratunkowych, oprócz porzuconego wraka nikogo więcej nie znaleźli.
Uczestnicy wypadku zdołali bowiem o własnych siłach wydostać się z pojazdu, który przewrócił się na bok, i rozpłynąć się w porannej mgle. I również jak przez mgłę świadkowie zdarzenia pamiętali o tym, że z miejsca wypadku uciekały dwie osoby.
Działania policji dość szybko przyniosły efekt. Ustalono, że właścicielem auta jest 18-latek, który mieszka w Łęgu Tarnowskim. Ten jednak zaklinał się mundurowym, że do samochodu nawet nie wsiadał, gdyż miał spać zmęczony tańcami i euforią z nastania 2026 roku.
Okazało się jednak, że aby nie fatygować gospodarza, kluczyki bez jego wiedzy mieli pożyczyć sobie dwaj współbiesiadnicy, by przetransportować się z domówki pod swoje adresy zamieszkania. Ciężar odwózki miał wziąć na siebie siedemnastoletni chłopak, którego ta czynność ewidentnie przerosła. Choćby z tego powodu, że nie posiadał prawa jazdy. I tak doszło do wypadku, w którym na szczęście nikt nie został ranny. Sprawca tłumaczył się, że ucieczka była podyktowana obawami o możliwe konsekwencje.
Te jednak będą. Za prowadzenie auta bez „prawka” grozi grzywna nie mniejsza niż 1500 złotych. Możliwe jest też zasądzenie kary ograniczenia wolności lub odsiadka w areszcie. No i jeszcze koszty naprawy auta…
