Biskup Andrzej Jeż w sądzie: ubolewam i przepraszam wszystkie osoby skrzywdzone

Łukasz Winczura
Dodany przez
Łukasz Winczura
Dodany przezŁukasz Winczura
Łukasz Winczura - dziennikarz, reporter.
5 Min. Czytania
Fot. TOPOL

Po wielu perypetiach rozpoczął się w końcu proces biskupa Andrzeja Jeża. Ordynariusz tarnowski oskarżony jest o o zwłokę w informowaniu organów ścigania w kwestii przestępstw pedofilii, popełnionych przez dwóch kapłanów diecezji tarnowskiej – ks. Tomaszu K i wydalonym czas temu jakiś ze stanu duchownego Stanisławie P., byłym księdzu naszej diecezji. Owo przestępstwo zagrożone jest karą do trzech lat więzienia. Biskup nie przyznaje się do winy.

Przypomnijmy, że akt oskarżenia przeciwko biskupowi trafił do Sądu Rejonowego już w kwietniu 2024 roku. Tarnowski sąd nie chciał jednak rozpatrywać tej sprawy, dlatego w listopadzie tego samego roku zawnioskował do Sądu Najwyższego o przekazanie jej innemu równorzędnemu trybunałowi. Tłumaczył się wówczas faktem licznych kontaktów z oskarżonym, nie tylko na płaszczyźnie zawodowej czy duszpasterskiej, ale także w sferze prywatnej. Miesiąc później SN wniosku tego nie uwzględnił. Pierwotnie proces miał się rozpocząć 8 kwietnia. Do rozprawy jednak nie doszło, gdyż sędzia referentka przebywała wówczas na zwolnieniu lekarskim. Ponieważ owa niedyspozycja przekroczyła okres sześciu miesięcy, koniecznym było wyłonienie nowego sędziego do tej sprawy. W sierpniu, w drodze losowania, została nim SSR Małgorzata Adamczyk, która orzeka w II Wydziale Karnym Sądu Rejonowego w Tarnowie. Z internetu dowiadujemy się, że od 2022 do sierpnia 2025 roku wylosowywano ją do prowadzenia 1678 spraw. Wśród nich znalazła się także ta dzisiejsza.

Proces odbywa się w jednej z mniejszych sal tarnowskiego sądu. To pokój na drugim piętrze, niedaleko windy, dużo mniej przytłaczający niż ciemne boazerie głównej sali rozpraw, której okna wychodzą na ulicę Dąbrowskiego. Biskup przybył kilka minut przed rozpoczęciem procesu. Ubrany w ciemny, dobrze skrojony garnitur, w czarnej kapłańskiej koszuli z koloratką. Na piersi miał zawieszony srebrny pektorał. Twarz hierarchy nie zdradzała większych emocji. Biskup przed rozprawą nie odpowiadał na pytania dziennikarzy. Wśród zainteresowanych przebiegiem procesu zwracali uwagę na siebie lewaccy aktywiści, żądający między innymi wypowiedzenia konkordatu. Z obrońców zauważyliśmy jednego mężczyznę, który w rękach trzymał święte obrazki. Tym niemniej w całej diecezji modlono się w intencji ordynariusza i sprawiedliwego procesu. Między innymi akcja Katolicka zorganizowała sztafetę modlitewną w całej diecezji wśród swoich członków. Zauważono obecność jednej z ofiar kapłana-pedofila. Była to Marianna Kupaj.

Andrzejowi Jeżowi towarzyszył ks. Grzegorz Zimoń, kapelan i sekretarz. Uwagę przykuwała trójka prawników, którzy zasiedli na ławie obrony. Szczególnie zaś osoba byłego ministra sprawiedliwości z lat 2007-2009 Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Przypomnijmy, był to pierwszy gabinet premiera Donalda Tuska.

– To ciekawy wybieg taktyczny ze strony kurii. W niczym nie kwestionując umiejętności i sukcesów prawniczych profesora, bo te są niepodważalne i bronią się same, to ciekawy wybieg taktyczny ze strony kurii. Przecież Ćwiąkalski był ministrem w czasach rządu „Pierwszego Tuska”. Zakładając wyrok skazujący, ciekawe, jak w ewentualnej apelacji zachowaliby się ludzie Żurka, gdyby musieli potykać się z nim potykać – słyszymy od jednego z tarnowskich mecenasów.

Po odczytaniu aktu oskarżenia przez prokuratora Marcina Stępnia, głos zabrał biskup Andrzej Jeż. Kolejny raz stanowczo nie przyznał się do stawianych mu zarzutów. W trwającym kilkadziesiąt minut przemówieniu odbijał zarzuty oskarżenia. Niemałą część wystąpienia poświęcił na przeproszenie osób skrzywdzonych oraz napiętnowaniu zjawiska pedofilii wśród duchowieństwa. Tę plagę, jak mówił, należy wykorzeniać z całą surowością.

– Pedofilia, zwłaszcza w Kościele, jest naganna i należy z nią z całą stanowczością podejmować walkę, wykorzystując systemy prawne. Moja opinia na ten temat w środowisku jest znana. Na ten temat mówiłem wielokrotnie do kapłanów, podejmowałem tę tematykę, mówiąc, że Kościół musi się oczyścić, w wywiadach radiowych – przypominał.

Nie ukrywał, że nie zawsze mógł liczyć na wsparcie nawet księży w swoim środowisku.

– Te działania spotykały się w pewnych ruchach duchowieństwa z niechęcią i atakami na moją osobę. Uważałem jednak, że konsekwentnie musimy prowadzić tę sprawy do końca. Aby ten cel osiągnąć w kwietniu 2015 r. powołałem delegata biskupa tarnowskiego do spraw molestowania w diecezji tarnowskiej w osobie ks. prof. Roberta Kantora. Pragnąłem, aby procesy kościelne w tym temacie prowadzone były rzetelnie. Muszę zaznaczyć, że delegat ma tu pełną autonomię w decydowaniu o sprawach – dodawał.

W zakończeniu stwierdził, że rozpoczęty proces jest wynikiem paradoksu, ponieważ odpowiada zarzutem ma być to, że… sam zgłosił przypadki pedofilii. – Paradoksalnie za gorliwość jestem oskarżony – stwierdził.

Kolejne posiedzenie sądu zaplanowane jest na 2 marca. Planowane jest wówczas przesłuchanie pierwszej grupy spośród dziesięciu świadków.

Dodany przezŁukasz Winczura
Obserwuj
Łukasz Winczura - dziennikarz, reporter.